Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oregano. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oregano. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lutego 2015

Penne z kurczakiem, szpinakiem, gorgonzolą i czosnkiem.

Nie myślałam, że kiedyś to napiszę, ale.. gotowanie, sprzątanie i dbanie o dom to zajęcia absolutnie relaksujące, bo po całym tygodniu siedzenia na czterech literach i gapienia się w ekran miłą odmianą jest dirty dancing z odkurzaczem i oczywiście mój relaks w kuchni. Na zły humor, na duży stres, na zły dzień lub na doła – zamykam się w kuchni i tworzę… Bywa, że dokładnie tak, jak dziś uda mi się przekonać mamę do szpinaku i gorgonzoli. Na linii frontu moja kuchnia kontra tradycja zdobyłam jeden punkcik. Smacznego!

Potrzebujesz: (na cztery porcje)

- dwie średnie piersi z kurczaka,

- 450 gramów mrożonych liści szpinaku,

- 300 gramów sera gorgonzola,

- 4 ząbki czosnku,

- 3 łyżki oliwy z oliwek,

- zioła: bazylia, oregano, rozmaryn, tymianek, cząber,

- 200 gramów makaronu penne na porcję,

- tarty ser parmezan do serwowania,

Umytego kurczaka pokroić w kostkę, natrzeć ziołami i oliwą, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek, odstawić na pół godziny. Umieścić na patelni z rozgrzaną oliwą, podsmażać około 5 minut aż mięso zrobi się białe. Nie należy tego czasu przedłużać, bo można wysuszyć kurczaka.

Następnie dodać szpinak, dokładnie wymieszać. W razie potrzeby posolić lub dodać pieprzu. Na koniec dodować porcjami gorgonzolę, cały czas mieszając. Podsmażać do momentu aż gorgonzola się rozpuści tworząc zawiesisty serowy sos. Jest stosunkowo słona więc niewskazane jest nadmierne solenie sosu przed jej dodaniem.

Makaron ugotować według instrukcji na opakowaniu. Wymieszać z sosem, rozłożyć na porcje, posypać tartym parmezanem i od razu podawać. Smacznego życzy Kuchcik!

niedziela, 31 sierpnia 2014

Genueńskie risotto z owocami morza.

Pisałam, że wierzę w powrót lata. I co? Wróciło! Mieliśmy piękny weekend i mogliśmy celebrować pożegnanie lata. Dlatego ponownie zapraszam Was na kulinarną podróż do Włoch. Czas na risotto z owocami morza! ;)

Potrzebujesz: (na cztery porcje)

- 1200ml wywaru rybnego lub drobiowego,

- 350 gramów ryżu arborio, umytego (opcjonalnie innego ryżu do risotto),

- dwa ząbki czosnku, przeciśnięte przez praskę,

- 250 gramów mieszanki z owoców morza, np. dużych krewetek, kalmarów, muszli i krewetek koktajlowych,

- dwie łyżki świeżo posiekanego oregano,

- 50 gramów sera pecorino lub parmezan, świeżo startego,

- trzy łyżki oliwy z oliwek,

Ryż arborio umieścić w rondlu z rozgrzaną oliwą z oliwek, podsmażać cały czas mieszając aż do momentu, gdy stanie się lekko przeźroczysty (około 2 minuty). Wywar zagotować, a następnie dodać do rondla z ryżem i gotować przez około 12 minut aż ryż zrobi się miękki. Na większości opakowań ryżu do risotto jest instrukcja postępowania z nim, ale zazwyczaj wymaga on najpierw podsmażenia, a potem gotowania w bulionie warzywnym lub drobiowym. Osobom, które nie lubią morskiego zapachu polecam zamiast wywaru rybnego użyć właśnie jednego z wymienionych.

Na dużej patelni rozgrzać oliwę i podsmażać na niej czosnek. Dodać owoce morza i smażyć około 5-7 minut. Gdy już się podsmażą, zmniejszyć płomień i dusić jeszcze przez około 2-3 minuty. Dodać oregano i dokładnie wymieszać. Wzbogacenie smaku o ulubione zioła, których zwykle używamy do owoców morza nie jest zabronione ;).

Podgotowany ryż dokładnie odcedzić, a bulion odstawić. Następnie umieścić ryż na patelni z owocami morza i dokładnie wymieszać całość. Podgrzewać przez około 2-3 minuty, aż całość stanie się gorąca. Jeżeli mieszanka będzie zbyt sucha, dolać trochę zagotowanego wcześniej wywaru. Dodać ser i dokładnie wymieszać. Przełożyć na talerze i od razu podawać.

Jak zawsze, życzę Wam smacznego! ;)

Dieta Śródziemnomorska

piątek, 20 czerwca 2014

Makaron zapiekany z kurczakiem i pieczarkami w sosie śmietanowym. Złoto pewnego milczenia i imieninowe dziecko.

Przywykliśmy mówić, że milczenie jest złotem. Milczenie przy jedzeniu kojarzy nam się z wysoką kulturą. Natomiast milczenie blogera oznaczać może wypalenie albo brak nowych pomysłów, a czasem po prostu totalny chaos i brak czasu na sklecenie kilku sensownych zdań dla Czytelników. Przeziębienie w długi weekend przekonało mnie, że muszę jednak troszkę zwolnić rytm i znaleźć czas na rzeczy, które do tej pory mnie uspokajały i relaksowały, czyli na śpiewanie i gotowanie, a także na pisanie tutaj ;) Sytuacja na uczelni w pełni opanowana i powoli sinusoida moich nastrojów wznosi się na tę dodatnią stronę. Wierzę, że Babci z Aniołkami jest bardzo dobrze.

Nie wiem czy wiecie, ale moje imię pojawiło się całkiem niedawno w polskim kalendarzu i to z przytupem, bo imprezy imieninowe powinnam organizować w Dzień Dziecka! Myślę, że ktoś tam na górze dobrze to wymyślił, bo jest we mnie jeszcze bardzo dużo z dzieciaka pomimo dwudziestu czterech wiosen. Wybrałam się zatem z kumpelą do knajpki, by uczcić ten fakt. Standardowo na makaron (Wasze myśli: ‘o nie… czy ona jada coś innego?’). Od razu odpowiadam: jadam, ale tylko makaron z dodatkami stanowi dla mnie maksymalny smakowy odjazd – uwielbiam, kocham i mogłabym jeść wręcz hurtowo… oczywiście zaraz po ruskich pierogach! Odtworzyłam dla Was przepis na danie, które zamówiłam, bo nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła tego inaczej… po swojemu! ;)

Odkrycia kulinarne dokonywane samodzielnie bez pomocy książek, dobrych rad ciotek czy sąsiadek są dla mnie najważniejsze i stanowią kluczową sprawę w rozwoju moich kulinarnych umiejętności. Zatem zanim zaczniemy gotować muszę Wam powiedzieć, że oregano nadaje fantastyczny aromat potrawom pieczonym w piekarniku i grillowanym warzywom lub mięsu. Jest w tej przyprawie coś, co bardzo lubię i często jej używam. Makaron zapiekany zawsze posypuję tą przyprawą po wierzchu i jak wyjmuję go z piekarnika w całej kuchni już pachnie właśnie oregano. Natomiast, gdy zależy mi na podkreśleniu smaku pieczarek używam gałki muszkatołowej. Nie ma lepszej przyprawy do pieczarkowych sosów lub do makaronu z pieczarkami. Najlepiej smakują wprost zasypane tą przyprawą po wcześniejszym umyciu, osuszeniu i pokrojeniu w plastry.

Potrzebujesz: (na trzy porcje)

- średniej wielkości pierś z kurczaka (umytą i pokrojoną w kostkę),

- 350 gramów pieczarek (umytych i pokrojonych w plastry),

- 250 gramów makaronu penne na porcję, ugotowanego al dente,

- 100 gramów sera mozzarella, np. w wiórkach,

- 3 łyżki oliwy z oliwek lub oleju rzepakowego,

- 3 łyżki śmietany 12%,

- oregano, gałka muszkatołowa, kurkuma, ulubione przyprawy do kurczaka,

- sól i pieprz do smaku,

Umytego i pokrojonego kurczaka nasmarować odrobiną oleju i wetrzeć przyprawy. Odstawić na chwilę, a następnie wrzucić na patelnię z rozgrzanym olejem lub oliwą. Pieczarki po wyszorowaniu, osuszeniu i pokrojeniu w plastry zasypać solą i gałką muszkatołową. Dokładnie wymieszać i dodać do podsmażającego się mięsa. Smażyć do momentu aż mięso będzie w pełni wysmażone, a pieczarki nie puszczą wody. Po zdjęciu z ognia ostudzić i zaprawić śmietaną i wymieszać z ugotowanym al dente makaronem.

Następnie przełożyć do naczyń do zapiekania, wymieszać z wiórkami mozzarelli i posypać wierzch porcji suszonym oregano. Piec w piekarniku do momentu zarumienienia się porcji, czyli około 15-20 minut w temperaturze 180 stopni z termoobiegiem. Gotowe! Życzę smacznego ;)

wtorek, 27 maja 2014

Roladki drobiowe z serem i cukinią podane z makaronem tagliatelle.

Mam nadzieję, że każdy z Was pamiętał o swoich mamach w dniu ich święta. Zanim przejdę do przepisu, który mam dziś dla Was, chciałabym życzyć wszystkim matkom, mamom, mamusiom na świecie siły i zdrowia. Żeby nigdy nie traciły pogody ducha i motywowały swoje dzieci do realizacji ich najbardziej nierealnych marzeń, a gdy trzeba karciły i napominały, że postępują źle. Jak najlepszych relacji wzajemnych Wam życzę i nie zapominajmy, że w niedzielę Dzień Dziecka ;)

Potrzebujesz: (na cztery porcje)

- 500 gramów mięsa drobiowego, np. indyczego,

- jedną cukinię,

- sześć plasterków sera żółtego, np. Gouda,

- olej rzepakowy lub oliwa do smażenia,

- oregano, sól, papryka słodka, kolendra, kurkuma, majeranek, imbir, chili, kmin rzymski, kminek, goździki, gorczyca biała, pieprz, gałka muszkatołowa, rozmaryn, jałowiec, pieprz czarny,

- przeciśnięte przez praskę trzy ząbki czosnku,

- makaron, ziemniaki lub ryż (w zależności od upodobań),

Mięso dokładnie umyć, podzielić na porcje, potraktować tłuczkiem z obu stron, a następnie posmarować oliwą i przeciśniętym przed praskę czosnkiem. Delikatnymi, okrężnymi ruchami wcierać wcześniej wymieszane przyprawy (poza oregano, które przewidziane jest do cukinii). Zawsze przygotowuję mięso wcierając przyprawy tak, jakbym aplikowała mięsu najlepszy krem. Wiem jak to brzmi, ale mam wtedy pewność, że zostało w pełni nasycone aromatem ziół. Gotowe porcje odstawić na pół godziny do lodówki.

Cukinię pokroić wzdłuż na plastry grubości około czterech milimetrów. Rozłożyć na tacy lub desce do krojenia i posypać obficie oregano i szczyptą soli.

Na kawałku mięsa układać plasterek sera i plasterek cukinii, a następnie zawijać w roladki. Układać w naczyniu żaroodpornym (koniecznie z pokrywką, aby nie wysuszyć roladek) z dnem podlanym odrobiną oleju pomieszanego z wodą. Piec w temperaturze 180 stopni z termoobiegiem około pół godziny.

Obiad został wymieciony do ostatniej roladki, więc z czystym sercem mogę Wam go polecić ;)

piątek, 16 maja 2014

Cóż za pogoda… dlatego szybki, łatwy i przy tym smaczny obiad: zapiekanka makaronowa z szynką, pieczarkami i oliwkami z dwoma rodzajami serów.

Jak tam Wasza sytuacja meteo? Nikogo nie zalało? Wszyscy cali i zdrowi? Takie paskudne załamanie pogody nam się przytrafiło! We wtorek jeszcze było całkiem ładnie! Ale mój organizm zaczął już wyczuwać, co się święci, bo jestem jednym z tych… meteopatów? Dlatego z wszystkimi, których łupie w krzyżu na zmianę pogody albo w głowie tańczy stado stepujących słoni, gdy zechce ona już się zmienić, łączę się w bólu i dedykuję ten właśnie prosty, łatwy i krótki przepis do wykonania właśnie, gdy nie macie sił kompletnie na nic ;)

Potrzebujesz: (na trzy porcje)

- 5-6 plastrów szynki, pokrojonych w paski,

- 50-70 gramów czarnych oliwek, drylowanych, pokrojonych w plastry,

- 100-150 gramów pieczarek,

- 5-6 plastrów sera żółtego, np. Gouda,

- 50-70 gramów sera mozzarella, wiórki,

- jedna średnia cebula,

- oliwa do smażenia lub olej rzepakowy,

- ok. 200 gramów makaronu penne na porcję,

- sól, pieprz, gałka muszkatołowa, oregano,

Jest to jedna z potraw, w których składniki dodaje się na oko ;) Należy zacząć od dokładnego wypłukania pieczarek, najlepiej w wodzie z solą, co sprawi, że zabrudzenia łatwiej zejdą z powierzchni grzybów. Pokroić w paski, przyprawić gałką muszkatołową, wymieszać w misce i pozostawić na chwilę. Następnie zarumienić cebulę na oleju i podsmażać z grzybami na średnim ogniu, zanim puszczą wodę.

Pokroić szynkę i oliwki w plastry, wymieszać z podsmażonymi wcześniej, przestygniętymi pieczarkami. Przyprawić do smaku solą i pieprzem, a następnie dodać ugotowany al dente makaron. Przełożyć pierwszą warstwę do naczyń żaroodpornych, przełożyć plasterkami sera żółtego i położyć kolejną warstwę makaronu z innymi składnikami. Wierzch posypać obficie wiórkami sera mozzarella i suszonym oregano.

Umieścić w piekarniku na około 20 minut w temperaturze 180 stopni. Zapiekać do momentu aż roztopi się ser, a makaron na wierzchu będzie lekko chrupiący. Szybkie, proste i smaczne danie na dzień, gdy człowiek nie ma na nic ochoty. Zapewniam, że po zjedzeniu humor się poprawia ;)

piątek, 9 maja 2014

I po Majówce! Łosoś pieczony w oregano i natce pietruszki z sałatką z awokado, sera feta i pomidorów.

Zawsze powrót do codziennych obowiązków po tak długim wolnym, jak weekend majowy jest wręcz niemożliwie trudny. W pierwsze dni w pracy lub na uczelni niechętnie podejmuje się nowe wyzwania, ale już chyba najwyższy czas ogarnąć się i wrócić do życia ;) Majówka oznacza bardzo często hektolitry alkoholu, imprezowanie pod (niekoniecznie) gołym niebem, a więc i grille, czyli tłuste, obciążające układ pokarmowy jedzenie. Zatem idealną propozycję resetującą organizm stanowi pieczony łosoś, który sam w sobie jest daniem bardzo lekkim, w towarzystwie sałatki z awokado, pomidora, serka feta i sosu, któremu nazwę nie sposób nadać (ale o tym za chwilkę).

Potrzebujesz: (na trzy porcje)

- około 300-400 gramów fileta z łososia norweskiego,

- 3-4 średnie pomidory,

- 2 owoce awokado,

- mieszanka liści sałaty,

- 100 gramów sera sałatkowego typu feta,

- 100 gramów sera camembert do dekoracji,

- oliwę do smażenia lub olej rzepakowy,

- pół średniej cytryny,

- sól, pieprz, oregano i natka pietruszki,

- sos: 3-4 łyżki śmietany 12%, 1-2łyżki majonezu, 2-3 łyżeczki musztardy chrzanowej (wariactwo, ale wyszedł wyborny! ;)

Łososia umyć, osuszyć, skropić sokiem z cytryny, a następnie przyprawić solą i pieprzem, posypać natką pietruszki i suszonym oregano. Tak przygotowane filety owinąć folią spożywczą i wstawić do lodówki na około 1-1.5h.

Awokado obrać (ze skórki można przygotować odwar) i pokroić w paski, pomidory umyć i pokroić w ósemki, a następnie wymieszać z serem feta i mieszanką sałat. Przed podaniem skropić całość sosem, którego przygotowanie jest dziecinnie proste i polega na wymieszaniu śmietany, majonezu i musztardy chrzanowej w proporcjach, jakie tylko Wam odpowiadają ;)

Po wyjęciu fileta z łososia z lodówki umieścić go w naczyniu do zapiekania z dnem posmarowanym olejem. Piec około 18-20 minut w temperaturze 180 stopni, najlepiej z termoobiegiem. Po wyjęciu z piekarnika przełożyć na talerze, podawać z sałatką, a talerz udekorować można pomidorami i serem camembert.

Na koniec taki mały majówkowy akcent. Spokój, cisza, zielono wokół i szum rzeki…

wtorek, 5 listopada 2013

Makaron z musem ze szpinaku, awokado i sera feta. Kulinarna inspiracja meksykańskim Guacamole.

Listopad na dobre rozgościł się w Polsce i od paru dni pokazuje na co go stać, więc tym razem proponuję Wam kulinarną podróż do Meksyku, żeby przynajmniej na naszych talerzach zawitało Słońce. Tradycyjny przepis na meksykańskie Guacamole dostosowałam do własnych upodobań (cóż… chyba nie trudno zauważyć, że uwielbiam makarony pod każdą postacią? ;)

Guacamole to nic innego, jak sos przyrządzany na bazie awokado. Swoistego rodzaju mus, ponieważ smaczliwka charakteryzuje się miękką i tłustawą konsystencją bardzo łatwo rozgnieść ją za pomocą widelca. Potrawa znana już była w czasach azteckich. W wersji tradycyjnej dodawano głównie limonkę i sól. Natomiast obecnie panuje totalny rodzajowy misz masz. Można spotkać wersje z pomidorami, papryką chili, cebulą, kolendrą, czosnkiem lub bazylią. Z reguły Guacamole stanowi nadzienie do placków tortilli, natomiast tym razem jest składnikiem sosu do makaronu.

Potrzebujesz:

- dwa owoce awokado,

- 100 gramów świeżego szpinaku,

- pęczek świeżej bazylii,

- dwa ząbki czosnku,

- 50 gramów serka sałatkowego lub sera feta,

- trzy łyżki oleju, np. Greencado – olej z awokado,

- przyprawy: oregano, bazylia, szczypta pieprzu cayenne, sól,

źródło zdjęcia: travelplanet.pl

Awokado umyć i obrać, ponieważ ze skórek można przyrządzić dobroczynny dla zdrowia napój. Następnie obrany i oddzielony od pestki owoc zgnieść za pomocą widelca. Dojrzały owoc łatwo podda się temu procesowi, bo jest bardzo miękki. Liście szpinaku i bazylii opłukać w wodzie i pozostawić do wysuszenia np. na ręczniku papierowym. Następnie zmiksować do uzyskania jednolitej masy – podobnej do tej na pesto.

Na patelni rozgrzać olej lub oliwę, podsmażyć posiekany czosnek, a następnie umieścić mus z awokado oraz zmiksowane liście szpinaku i bazylii, całość wymieszać dokładnie i podsmażać na małym ogniu około trzy do pięciu minut. Następnie rozdrobnić ser sałatkowy i dodać do pozostałych składników. Wówczas potrawa może zyskać na smaku, ponieważ serek jest dosyć słony.

Po dodaniu serka sos, który powinien mieć konsystencję gęstego musu należy przyprawić szczyptą pieprzu cayenne, oregano i bazylii, oraz solą do smaku. Całość podsmażać jeszcze około pięciu minut, co jakiś czas mieszając. Następnie dodać ugotowany al dente makaron, wymieszać i od razu podawać.

Życzę smacznego obiadu i udanego popołudnia pomimo paskudnej, listopadowej aury.

wtorek, 29 października 2013

Toskańska zupa fasolowa.

W Toskanii znajdziemy wszystko: piękne wybrzeże morskie, skąd trafiają na stół ryby i owoce morza, wysokie wzgórza z winnicami, żyzne równiny, na których uprawia się warzywa i owoce. Region obfituje także w dziczyznę i ptactwo łowne. Dzięki temu kuchnia toskańska jest pełna ciekawych przepisów. Tym razem pyszna zupa fasolowa prosto z Toskanii.

Potrzebujesz:

- 400 gramów suszonej fasoli lima (białej, maślanej), moczonej przez noc w wodzie lub 600 gramów fasoli białej z puszki,

- trzy łyżki oleju z awokado lub oliwy z oliwek,

- dwa ząbki czosnku, drobno siekane,

- 150ml mleka,

- 1.5l bulionu mięsnego lub warzywnego,

- dwie łyżki świeżo posiekanego oregano,

- sól i pieprz do smaku,

źródło zdjęcia: toskania.edu.pl

Namoczoną fasolę pozostawić do odsączenia. Zagotować wodę w garnku, umieścić w nim fasolę i gotować przez dziesięć minut. Następnie zmniejszyć ogień, przykryć garnek i gotować jeszcze 30 minut, aż fasola będzie miękka. Fasolę przełożyć do innego naczynia; zawiesinę w której się gotowała, odstawić i zachować. Jeżeli używa się fasoli z puszki, pozostawić ją tylko do odsączenia, resztę zawiesiny fasolowej zachować.

Olej podgrzać na dużej patelni. Wrzucić czosnek i smażyć, aż pojawi się brązowy odcień. Następnie na patelnię z czosnkiem przełożyć fasolę wraz z 400 ml zawiesiny. Jeśli jest jej zbyt mało, dolać trochę wody. Całość zagotować i zdjąć z kuchenki.

Zawartość patelni można zmiksować, rozgnieść ręcznie lub pozostawić fasolę w całości. Preferuję ostatnie wyjście, które wyszło wyjątkowo smacznie – zupy próbowali znajomi wybitnie nieprzepadający za zupą fasolową. Tę w wersji toskańskiej pokochali ;) Doprawić pieprzem i solą.

Na koniec dolać mleko i ponownie podgrzać, lecz nie zagotowywać. Na krótko przed podaniem dodać oregano i wymieszać.

Zupa wyszła bardzo smaczna i gdy tylko zaskoczy nas jesienna pogoda będzie idealnym sposobem na rozgrzanie się. Jest bardzo sycąca, przez co praktycznie nie wymaga drugiego dania. Może z powodzeniem stanowić samodzielny obiad. O tym, jaka jest pyszna świadczy tylko fakt, że smakowała szczerym przeciwnikom zupy fasolowej. Polecam Wam z całego serca na chłodne dni.

Życzę Wam smacznego obiadu i udanego, słonecznego dnia. Niewątpliwie smak moich potraw wzbogaca ostatnio także olej z awokado Greencado o lekkim orzechowym smaku i głębokim zielonym kolorze.

czwartek, 10 października 2013

Jesienne spaghetti z kurkami, kurczakiem i cukinią.

Dziś w Małopolsce jesień zaskoczyła nas fantastyczną pogodą. Taka, jej piękna, słoneczna, złota strona podoba mi się najbardziej i kojarzy mi się ze smakołykami, których użyłam w dzisiejszym przepisie. Osobno smakują bajecznie, a co dopiero wszystkie razem ;)

Potrzebujesz: (na dwie porcje)

- 200 gramów kurek,

- 200 gramów mięsa z piersi kurczaka pokrojonego w kostkę,

- średnią cukinię pokrojoną w plasterki,

- 300 gramów makaronu spaghetti,

- przyprawy i zioła: oregano, bazylia, sól, pieprz, majeranek, kurkuma, curry, kolendra,

- oliwa z oliwek,

Jeżeli myślicie, że firma Irwega to tylko regionalne, polskie produkty to się mylicie. Dziś miałam przyjemność jeść fantastyczny makaron spaghetti firmy Irwega ze 100% semoliny. Makaron należy ugotować zgodnie ze wskazówkami na opakowaniu. Najlepiej, gdy reszta składników będzie już praktycznie gotowa. Według wielu sławnych kucharzy gotowanie makaronu na początku to nie jest właściwa technika.

Sam przepis na danie jest bardzo szybki i prosty. W sam raz na studencki obiad. Przygotowane dzień wcześniej mięso wrzucić na patelnię z rozgrzaną oliwą z oliwek. Najlepszym połączeniem smakowym z kurkami i cukinią, będzie kurczak z curry i kurkumą. Mięso przygotować nacierając je oliwą, solą, pieprzem, curry i kurkumą (opcjonalnie można także chili i imbirem). Gdy mięso będzie już lekko podsmażone dodać kurki i plasterki cukinii. Całość podsmażać na małym ogniu, mieszając od czasu do czasu. Ostatnio odkryłam, że cukinia i kurki rewelacyjnie komponują się z oregano. Zasadniczo jest to warunek konieczny i wystarczający, aby to danie smakowało rewelacyjnie, a szczypta bazylii i majeranku nie zaszkodzi.

Zdjąć z ognia, gdy cukinia już będzie miękka i zanim grzyby puszczą wodę. Należy pamiętać o dwóch kwestiach: mięso trzeba umyć przed obtoczeniem w marynacie, a kurki najlepiej wypłukać w wodzie z solą, bo osady z grzybów lepiej wtedy schodzą. O myciu warzyw i owoców mam nadzieję nie muszę Wam przypominać ;) Podawać z makaronem ugotowanym al dente. Ufam, że z racji rozpoczętego niedawno roku akademickiego dzisiejszy post okaże się dla Was pomocny. Udanego weekendu, ja swój spędzam bardzo studencko… ;)

niedziela, 6 października 2013

Hiszpańska Paella, czyli kolejny raz z owocami morza. Odrobina lata w pochmurny, jesienny dzień.

Za oknem już od dawna panuje jesienna aura. Gdy rano wychodzę z domu coraz częściej rozważam uzupełnienie codziennego ubioru w rękawiczki i cieplejszy szalik. Dlatego postanowiłam dziś zabrać Was na jeden dzień do słonecznej Hiszpanii, by jeszcze raz zagościło u nas lato. Gdy rok temu, w pierwszą niedzielę października pisałam pierwszy post, jeszcze na starej wersji bloga nie przypuszczałam, że w ciągu jednego roku tak wiele w życiu człowieka może się zmienić. Pozbyłam się wielu barier i stereotypów dotyczących jedzenia, próbowałam sushi i owoców morza, przestałam przesalać zupy i nie boję się już eksperymentować w kuchni. Nie wiem czy pamiętacie moje pierwsze, nieporadne podejście do hiszpańskiej Paelli, ale dziś postanowiłam przyrządzić ją po raz drugi.

Potrzebujesz: (na cztery porcje)

- około 250 gramów mieszanki owoców morza np. blanszowanych lub mrożonych kalmarów, ośmiorniczek, krewetek koktajlowych i tygrysich oraz małży,

- dodatkowo dla podkreślenia walorów estetycznych: dziesięć obranych krewetek tygrysich, którymi przystrojona będzie porcja (można także udekorować porcję krewetkami w pancerzach lub małżami w muszlach),

- około 200 gramów fileta z mintaja,

- około 150 gramów mięsa z piersi kurczaka lub mięsa z królika, najlepiej ugotowanego,

- około 300 gramów zielonego groszku,

- około 1 kilogram ryżu ugotowanego w wywarze z łyżką stołową oliwy z oliwek, kurkumą i solą,

- jedna papryka, pomidor, kilka pieczarek, cebula,

- 3 łyżki przecieru pomidorowego,

- oliwa z oliwek,

- przyprawy i zioła: sól, cukier, oregano, tymianek, bazylia, kurkuma, pieprz, kolendra, natka pietruszki,

- pół litra bulionu mięsnego lub z owoców morza,

Paella jest potrawą wywodzącą się z hiszpańskiej Walencji. Oparta jest przede wszystkim na ryżu gotowanym z dodatkiem kurkumy i szafranu. Tradycyjnie wykonywana i spożywana na świeżym powietrzu, w ogromnej patelni z dwoma uchwytami. Zasadniczo przy przyrządzaniu tego dania można dużo improwizować. Z racji, że był to kiedyś przysmak hiszpańskiej biedoty teoretycznie można tam wrzucić wszystko, podobnie jak do polskiego bigosu, pod warunkiem, że całość składników ze sobą współgra i smacznie się komponuje.

Najlepiej do przyrządzania Paelii wykorzystać średnioziarnisty ryż, który nie powinien być zbyt mocno rozgotowany. Z reguły swoją żółtą barwę zawdzięcza gotowaniu w bulionie z dodatkiem szafranu, jednak spotkałam się także z przepisami, w których użyto kurkumy, więc sama jej dodałam. Danie wzbogaca się głownie bukietem warzyw: papryką, pomidorami, zielonym groszkiem i fasolą.

Przejdźmy zatem do wykonania:

Umyty filet z mintaja oraz mięso z kurczaka pokroić w kostkę. Obtoczyć w marynacie z kurkumy, bazylii, oregano, tymianku, soli, pieprzu, kolendry, natki pietruszki oraz oliwy. Podobnie postąpić z owocami morza. Obrać krewetki z pancerzyków lub kupić już obrane, najlepiej blanszowane owoce morza. Całość pozostawić w marynacie na noc.

Aby wykonać Paellę w domu trzeba dysponować dużą patelnią. Najlepiej wokiem lub podobnego typu naczyniem. Oliwę rozgrzać, następnie zblanszować cebulkę. Gdy nabierze lekko złotej barwy, wrzucić wcześniej przygotowane mięso kurczaka, filety rybne i owoce morza. Smażyć na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Następnie dodać pokrojone i obrane pomidory, zielony groszek i pokrojoną paprykę. Można dodać bulion mięsny lub rybny, a także wodę. Całość podsmażać na małym ogniu. W Walencji uznaje się, że prawdziwa Paella powinna być przygotowywana na płonącym drewnie, a nie na kuchence gazowej – w ten sposób naczynie otoczone jest płomieniami, a potrawa wchłania aromat palącego się drewna. Łatwiej też wtedy uzyskać socarrada – chrupiącą skorupkę na wierzchu potrawy.

Ryż gotować według wskazówek na opakowaniu z dodatkiem oliwy z oliwek, bulionu (opcjonalnie, można gotować także w wodzie) oraz soli i kurkumy. Jak już wcześniej napomniałam, należy pamiętać, aby za bardzo nie rozgotować ryżu. Danie przygotowuje się dodając podgotowany ryż do podsmażonych składników. Całość podsmażać do momentu, gdy ryż wchłonie płyny. Nie należy zjadać potrawy zaraz po zdjęciu jej z ognia, ponieważ Paella najlepiej smakuje, gdy jest letnia. Ponadto składniki lepiej przechodzą sobą wzajemnie.

Najlepiej spożywać 10-15 minut po zdjęciu z ognia. Zasadniczo w przyrządzaniu Paelli istnieje mnóstwo dowolności, ponieważ można dodać owoce morza i ryby, drób lub mięso z królika. Podobnie sprawa wygląda z dodawaniem bulionu. Można go dodać do smażących się składników, ale nie trzeba. Stosuje się także po prostu… wodę ;) Celem tego zabiegu jest fakt wchłonięcia wilgoci przez ryż. Staje się on wtedy taki smaczny i pulchny. Smak dania można także wzbogacić chili i czosnkiem – siekanym lub przeciśniętym przez praskę. Jeżeli chodzi o owoce morza, ja kupiłam gotowe, obrane i zamrożone, a także zblanszowane krążki kalmara, ponieważ jest to jedyna w moim odczuciu jadalna część kalmara oraz obrane i już gotowe do podania krewetki. Podejrzewam, że wirtuozi kuchni będą kombinować inaczej, ale chyba chodzi o to, aby smakowało temu, kto będzie jadł, prawda? ;) Omułki również zakupiłam mrożone, aktualnie w moim małym miasteczku, nie mam możliwości nigdzie dostać świeżych.

Porcję można udekorować według własnych upodobań. Ja użyłam w tym celu surowej papryki, pokrojonej w paski oraz kilku krewetek tygrysich podsmażonych na małym ogniu. Życzę smacznego i udanego dnia ;)

poniedziałek, 30 września 2013

Jesienna sałatka z grillowanymi kurkami i cukinią oraz z kurczakiem curry.

Moja dzisiejsza propozycja idealnie nadaje się na lekki obiad lub kolację na ciepło. Postanowiłam maksymalnie wykorzystać tegoroczny sezon kurkowy i pokazać Wam jak najwięcej przepisów na dania z tym grzybkiem. Wyobraźcie sobie, że jutro zaczyna się rok akademicki, ale staram się mieć mimo wszystko dobry humor ;) Zapraszam na smaczną i szybką sałatkę.

Potrzebujesz: (na dwie porcje)

- 200 gramów mięsa z piersi kurczaka, pokrojonego w paseczki,

- 100 gramów kurek,

- jedną średnią cukinię,

- mieszankę sałat, pokrojonych w paski,

- kilka liści świeżego szpinaku,

- przyprawy: oregano, kurkuma, curry, sól, pieprz, imbir, słodka papryka, chili, czosnek,

- oliwa z oliwek,

Kurczaka dzień wcześniej natrzeć oliwą, kurkumą, curry oraz szczyptą soli i pieprzu. Dla poprawienia walorów smakowych można dodać także imbir, słodką paprykę, chili i czosnek granulowany lub suszony. Pozostawić na noc w lodówce.

Następnie pokroić mięso w paski, dokładnie obtoczyć w marynacie i smażyć na małym ogniu z dodatkiem oliwy z oliwek do póki nie zrobi się miękkie.

Kurki dokładnie umyć w wodzie z dodatkiem soli, co sprawi, że osady łatwiej się doczyszczą. Następnie ułożyć na płycie elektrycznego grilla lub w piekarniku. Posypać solą i oregano, smażyć około dziesięć minut na rozgrzanej oliwie.

Umytą cukinię pokroić w dość grube plastry. Najlepiej wybrać małą lub średnią sztukę, aby plasterki nie były za duże. Ułożyć na płycie grilla lub w piekarniku, skropić oliwą, posypać solą i oregano. Zapiekać około dziesięć minut.

Całość fantazyjnie układać na talerzu. Pozostawiam Wam dowolność w tej kwestii. Jednak pamiętajcie, aby tak zorganizować sobie czas w kuchni, żeby kurczak, kurki i cukinia były gotowe w tym samym czasie. Bardzo źle spożywa się posiłek, którego składniki mają różną temperaturę, a mają być jedzone razem. Można np. ułożyć kurki i cukinię razem na grillu i zająć się kurczakiem, który powinien dojść na patelni w granicach 10-15 minut.

Podawać, gdy kurczak, cukinia i kurki będą jeszcze ciepłe, np. z grzankami czosnkowymi. Życzę smacznego Dnia Chłopaka!