Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia orientalna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia orientalna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 26 września 2014

Gdzie są najlepsze pierogi w Warszawie? Gdzie można zjeść najlepsze śniadanie na świeżym powietrzu? Skąd biorą się unikatowe produkty? – podjęłam się znaleźć odpowiedzi na te pytania i wyruszyłam do stolicy na Targ Śniadaniowy.

Cały tydzień biegasz mając tysiąc spraw na głowie? Terminy w kalendarzu się mnożą i narasta nagromadzony w organizmie stres? Marzysz o tym, aby czasem zwolnić? Jesteś zapracowaną bizneswoman lub niemożliwie zajętym człowiekiem korporacji? Bywa tak, że masz ochotę zatrzasnąć za sobą drzwi, za którymi zostawisz zgiełk tego miasta i krzyk tłumu? A może po prostu szukasz czegoś nowego? Jakiegoś interesującego miejsca, gdzie mógłbyś się wybrać w weekend i zjeść na świeżym powietrzu? Mam dla Ciebie idealną propozycję. Miejsca, w których można zjeść śniadanko uśmiechając się do bliskich i przyjaciół mnożą się jak grzyby po deszczu, a chętnych na spędzanie wolnego czasu w weekend właśnie w taki sposób jest coraz więcej. Wyruszam zatem w sobotni poranek, aby spróbować specjałów wystawców Targu Śniadaniowego przed Tobą i opowiedzieć Ci o tym fantastycznym miejscu.

Jak zawsze obecne na posterunku było stanowisko Greencado – oleju z awokado, produkowanego i butelkowanego w Nowej Zelandii. Smaczliwka jest jednym z tych owoców, których człowiek jeszcze nie przetworzył i nie zatruł chemikaliami lub szkodliwymi środkami ochrony roślin. Nie wtrąciliśmy się szczególnie do uprawy awokado i dzięki temu jest ono uważane za jeden ze zdrowszych owoców, a o samym oleju można poczytać TUTAJ.

Nikomu chyba nie muszę przypominać o tym, że jestem pierogomanką, największą pierogofanką i samozwańczo mianowałam się już Pierwszym Pierogerem Rzeczypospolitej, ponieważ nie ma takiej ilości pierogów, która byłaby dla mnie za duża i takiego rodzaju, który okazałby się niesmaczny. Zjem wszystko! O każdej porze i w każdej ilości! ;) Moja mina po odebraniu porcji pierogów wyraża chyba całą moją miłość do nich ;)

Jestem osobą, która pierogi już z nie jednego garnka jadła, bo zawsze je zamawiam, gdy tylko znajdują się w menu. Szukam nowych smaków i pomysłów na farsz. Mnie nie da się oszukać i od razu odkryję czy produkt jest domowej roboty. Znalazłam dla Was miejsce, gdzie można zjeść najlepsze pierogi w stolicy. W końcu, po miesiącach poszukiwań, Odlotowe Panie ze stoiska Żarcie Mamuśki spełniły oczekiwania moich kubków smakowych. Ich pierogi są po prostu obłędne i musicie wpaść ich spróbować jutro (27.09.2014r.) na Targ Śniadaniowy, organizowany w dzielnicy Żoliborz przy Alei Wojska Polskiego 1 od 8:00 do 16:00 lub w niedzielę (28.09.2014r.) na Targ Śniadaniowy w Parku Moczydło, przy ulicy Górczewskiej 69/73.

Zamówiłam po jednym pierogu różnego rodzaju. Dla każdego znajdzie się coś dobrego – farsz mięsny, z kaszą gryczaną lub soczewicą – wyśmienite. Na medal zasługują moje ulubione ruskie oraz wersja z kapustą i grzybami. Natomiast ze szpinakiem można wybrać wersję z dodatkiem sera lub bez i to właśnie one zostały okrzyknięte jako najlepsze przez moich towarzyszy. Polecam z całego serca! Panie gotują pierogi na świeżym powietrzu lub pakują na wynos, a wielbicielom słodkości proponują domowe ciasto. Z fanpage’a Odlotowych Mamusiek na Facebook’u dowiedziałam się, że w ten weekend planują wielkie wejście pieroga z cukinią. Ślinianki pracują? To czym Wam omaścić porcję? Masło czy skwarki? ;)

Kuchcik pojedzony – Kuchcik szczęśliwy… Do dziś się oblizuję na samą myśl o pierogach od Żarcie Mamuśki ;)

Targ Śniadaniowy to nie tylko pierogi. To przede wszystkim możliwość jedzenia na świeżym powietrzu, w zielonych zakątkach miasta. Można tutaj spróbować rewelacyjnych burgerów, naleśników, placków ziemniaczanych, pieczonych ziemniaczków, a także specjałów z różnych zakątków świata. Szczególną uwagę zwróciłam na stoisko kuchni azjatyckiej i bałkańskiej. O tym, że warto się wybrać świadczy chociażby to, jak ciężko tutaj od samego rana znaleźć wolne miejsce przy stoliku. Zainteresowanie Targiem Śniadaniowym jest z edycji na edycję coraz większe.

Pierogi popiłam świeżo wyciśniętym sokiem, pomieszanym z dwóch zaproponowanych przez Eat & Fit smaków. Uderzeniowa dawka witamin sprawiła, że mogłam spokojnie zrezygnować tego dnia z kawy, bo nic tak nie dodaje energii jak świeży sok! Grapefruit, ananasy, pomarańcze okazały się strzałem w dziesiątkę. Polecam.

Następnym razem odwiedzę stoisko o osobliwej nazwie Zając w Kapuście, którego ekipa także od strony zaplecza wpadała na pierogi do Żarcie Mamuśki. Gdy odwiedzam takie wydarzenie, zawsze wybieram dwa stoiska, które chcę zobaczyć, żeby mój portfel nie płakał przez najbliższy tydzień. Tym razem miłość do pierogów wygrała, ale… kto nie lubi pierogów? Właśnie… ;)

Tym razem nie zrobiłam żadnego zdjęcia. W roli smartfonowego fotografa wystąpiła moja wspaniała przyjaciółka M, którą pozdrówcie wielkimi brawami i podziękujcie, bo tylko dzięki niej relacja trafiła na bloga. Pakujemy manatki i wyruszamy siać postrach i zniszczenie na Polach Mokotowskich! ;)

Organizacji Targu Śniadaniowego pozazdrościł Parkowi Moczydło i Żoliborzowi Mokotów. W niedzielę o 9:00 startuje Kameralny Targ Śniadaniowy w II Ogrodzie Jordanowskim przy ulicy Odyńca 6. To niepowtarzalna okazja poznać mieszkańców swojej okolicy i zjeść jeden z przysmaków, zaproponowanych przez wystawców. W tyle nie pozostaje także mój ukochany Kraków – miasto moich licealnych i studenckich lat. W sobotę Krakowianie mogą wziąć udział w Targu Śniadaniowym w Parku Krakowskim, a w niedzielę przenieść się do Nowej Huty do Parku Ratuszowego. Możliwości jest mnóstwo. Nie stój z boku, gdy obok Ciebie rodzi się tak fantastyczna inicjatywa i możliwość spędzenia czasu z bliskimi przy śniadaniu na trawie. Co wybierasz? Park Moczydło, Żoliborz, Wilanów, Mokotów czy Park Krakowski? A może Nowa Huta? ;)

LINKI DO WYDARZEŃ NA FACEBOOK’U:

- Kameralny Targ Śniadaniowy na Mokotowie – 28 września 2014r. – II Ogród Jordanowski/ul. Odyńca 6

- Targ Śniadaniowy w Parku Krakowskim – 27 września 2014r. i w Parku Ratuszowym – 28 września 2014r.

- Targ Śniadaniowy na Żoliborzu – 27 września 2014r. – Aleja Wojska Polskiego 1

- Targ Śniadaniowy w Parku Moczydło – 28 września 2014r. – Górczewska 69/73

Żarcie Mamuśki możesz znaleźć TUTAJ, link do Eat & Fit czeka TUTAJ, a Greencado kliknij TUTAJ ;)

SMACZNEGO I UDANEGO WEEKENDU! :)

środa, 16 października 2013

Chiny na talerzu: makaron jajeczny z krewetkami. Tajemnice kuchni chińskiej.

Chiny to niesamowite bogactwo kultur i tradycji, a kuchnia tego kraju jest często przez nas Europejczyków niedoceniana. Wielu z nas woli nawet nie wchodzić do chińskiej knajpki, bo boi się znaleźć na talerzu coś dziwnego. Niektórym kuchnia Państwa Środka kojarzy się z gotowymi zupkami i sosami nasyconymi chemią. Czasami nie sięgamy nawet po przepisy kuchni chińskiej uważając, że nierealne jest przygotowanie pysznego chińskiego dania w domu. Zaopatrzyłam się niedawno w kieszonkową książkę z przepisami kuchni orientalnej. Szczególnie zainteresowały mnie Chiny ponieważ chciałabym, aby przeciętny Polak zmienił opinię dotyczącą kuchni tego kraju. Dzisiejszy post opracowałam na podstawie książki pt. ‘Kuchnia chińska’. Zapraszam do zapoznania się z bogactwem smaków Państwa Środka.

W Chinach łączy się różne metody przyrządzania potraw w jednym daniu, np. gotowanie na parze i smażenie lub smażenie i pieczenie, ale nie potrzeba do tego specjalnego sprzętu. Podejmując się przyrządzenia potrawy z kuchni chińskiej spokojnie można sobie poradzić z naczyniami, które już posiada się w domu. Jeżeli np. nie mamy garnka do gotowania na parze, wystarczy położyć ogniotrwały talerz na garnku wypełnionym w 1/3 wodą i przykryć pokrywką lub folią. Czasami trzeba dolać wody, choć większość dań gotuje się szybko. Gotowanie na parze jest bardzo zdrowe, nie używa się tu tłuszczu, a smak jest autentyczny. Zauważcie, że tradycyjna kuchnia chińska nie uznaje tego, co nam się z nią kojarzy, ceni autentyczne smaki i zdrowe posiłki. Wzmacniacze i fixy są tutaj niedozwolone. Smażenie przy ciągłym mieszaniu wymaga użycia podgrzanego już woka. Składniki podobnych rozmiarów (drobne kawałki) miesza się, żeby szybciej się usmażyły. Niektóre potrawy smaży się partiami i usuwa z patelni, by nie straciły smaku. Zwykle pod koniec gotowania wszystkie składniki łączy się w woku, a sos dodaje się podczas lub pod koniec gotowania, zależnie od regionu pochodzenia potrawy. Do smażenia, przy ciągłym mieszaniu stosuje się olej z orzechów ziemnych, choć można go zastąpić olejem roślinnym.

Typowe składniki chińskiej kuchni.

*Anyż gwiazdkowaty (badian) to warzywo strączkowe, o kształcie ośmioramiennej gwiazdy i mocnym anyżkowym smaku. Kupić można je też w formie sproszkowanej. Jeżeli dodaje się strączek do potrawy, przed podaniem należy go usunąć.

*Chińska fasola – długa, delikatna fasola szparagowa, podawana w całości. Można ją zastąpić zwykłą fasolą szparagową.

*Chińska przyprawa ‘Pięć Smaków’ – aromatyczna mieszanka cynamonu, goździków, anyżu gwiazdkowatego, kopru i brązowego pieprzu. Często stosowana w marynatach.

*Czarna fasola jest to odmiana soi. Albo kupuje się świeżą, rozkrusza z solą i płucze, albo kupuje się gotowy sos.

*Kapusta pekińska – jasnozielone liście o słodkim smaku. Dostępna w większości supermarketów.

*Kiełki bambusa to popularny składnik potraw chińskich, który dodaje się dla właściwej konsystencji, ponieważ nie ma smaku. Kiełki kupić można w puszkach.

*Kiełki fasoli są to dość powszechne kiełki fasoli mung – bogate w składniki odżywcze i witaminy. Dodają potrawom chrupkiej konsystencji. Nie należy ich rozgotowywać ponieważ więdną i przestają być chrupiące.

*Makaron – w Chinach jada się różne makarony. Najłatwiej użyć łatwo dostępnych, suchych makaronów, np. żółtych makaronów jajecznych, drobnego, białego makaronu ryżowego lub makaronu, który staje się przeźroczysty po ugotowaniu, wytwarzanego z fasoli mung.

*Mango – dojrzałe mango jest słodkie i aromatyczne. Jeśli kupimy niedojrzałe, najlepiej potrzymać je parę dni w nasłonecznionym miejscu.

*Ocet ryżowy – delikatny ocet o łagodnym, słodkim smaku, dostępny w niektórych supermarketach, ale można go zastąpić octem winnym z jabłek.

*Olej sezamowy – wytwarzany z prażonych ziaren sezamu, o intensywnym smaku. Łatwo się przypala, więc dodaje się do pod koniec smażenia dla dodania smaku.

*Ponikło słodkie – płaskie, okrągłe orzechy, zwykle sprzedawane już obrane w puszkach. Są słodkie w smaku i nadają potrawom chrupką konsystencję.

*Pak choi jest to chińska kapusta o łagodnym, lekko gorzkawym smaku.

*Pieprz syczuański jest to ogólnie dostępny pieprz – dość ostry i pikantny, a więc używa się go w niewielkich ilościach.

*Sos hoisin jest to ogólnie dostępny ciemnobrązowy, słodki, gęsty sos, wytwarzany w przypraw, sosu sojowego, czosnku i chili, często podawany jako dodatek do potraw.

*Sos ostrygowy – łatwo dostępny, brązowy sos z ostryg, z dodatkiem soli, przypraw i mąki kukurydzianej.

*Sos sojowy jest ogólnie dostępny, ale warto kupić sos lepszej jakości. Występuje w dwóch wersjach – jasną dodaje się do ryb i warzyw dla złagodzenia smaku i rozjaśnienia barwy, a ciemną, bardziej kaloryczną, słoną i intensywną dodaje się do mięsa o zdecydowanym smaku lub podaje się jako dodatek do potraw.

*Śliwki liczi warto kupić świeże, ze względu na łatwość przygotowywania. Wewnątrz niejadalnej skóry kryją smaczny, biały owoc – tradycyjny składnik wielu potraw. Dostępne są też w puszkach.

*Tofu (ser sojowy) jest to pasta sojowa, występująca w różnych postaciach. Nie ma smaku, ale nadaje potrawom konsystencję i świetnie wchłania inne smaki potrawy.

*Wino ryżowe kolorem, zawartością alkoholu i zapachem przypomina wytrawne sherry, ale warto je kupić ze względu na oryginalny smak.

*Żółta fasola jest to bardzo słona odmiana soi. Najlepiej szukać odmiany z grudkami, a nie gładkiej.

Makaron jajeczny z krewetkami.

Chiński makaron jajeczny wytwarza się z mąki pszennej lub ryżowej, wody i jajka. Makaron jest znakiem długowieczności, dlatego zawsze podaje się go z okazji urodzin. Uważa się, że krojenie makaronu może przynieść pecha.

Potrzebujesz: (na cztery porcje)

- 300 gramów cienkiego makaronu jajecznego,

- 2 łyżki oleju z orzechów ziemnych (można zastąpić roślinnym),

- 3 drobno posiekane ząbki czosnku,

- bukiet przypraw ‘Pięć smaków’, kurkuma, szczypta pieprzu cayenne,

- 2 pęczki cebuli dymki, pokrojonej w pięciocentymetrowe kawałki,

- 30 surowych krewetek, obranych, z ogonkami,

- 2 łyżki jasnego sosu sojowego,

- 2 łyżki soku z limonki,

Cienki makaron jajeczny ugotować według wskazówek na opakowaniu, w osolonej wodzie z łyżką stołową oleju roślinnego. Po zagotowaniu na małym ogniu około 3-5 minut dokładnie odcedzić, opłukać w zimnej wodzie i ponownie odcedzić.

Idealnie w tym daniu sprawdził się testowany przeze mnie od dawna makaron firmy Irwega. Nadaje się nie tylko do zup, ale także do dań chińskich, ponieważ nie skleja się, a jego piękna intensywnie żółta barwa dodaje potrawie też walorów estetycznych.

W ogrzanym woku rozgrzać olej do bardzo wysokiej temperatury. Wrzucić czosnek i przyprawy. Smażyć cały czas mieszając przez trzydzieści sekund. Dodać dymkę i krewetki. Smażyć dalej, mieszając przez 2-3 minuty.

Dodać sos sojowy, kurkumę, szczyptę pieprzu cayenne, sok z limonki oraz ugotowany wcześniej makaron i dobrze wymieszać. Gotować przez minutę, następnie włożyć na ogrzany półmisek. Przełożyć do miseczek lub talerzy i od razu podawać.

niedziela, 13 października 2013

Targ Śniadaniowy - start sezonu jesień/zima 2013.

Miasto wygląda pięknie jesienią. Uwielbiam te kolorowe liście i przebijające się przez nie promienie Słońca. Niestety dziś pogoda nie dopisała, ale mimo to ludzie żywo zainteresowani kuchnią tłumnie przybyli na wczorajszy Targ Śniadaniowy, który odbył się na warszawskim Żoliborzu. Osobiście popieram każdą inicjatywę, która stanowi przeciwwagę dla fast food'ów i ostatnio coraz bardziej interesuję się zdrową żywnością.

Targ Śniadaniowy to wydarzenie cykliczne, więc jeśli macie ochotę możecie wybrać się za tydzień lub zapisać się do newslettera i otrzymywać informacje na maila. Moim zdaniem jest to fantastyczna okazja do spędzania czasu z przyjaciółmi i bliskimi - alternatywa dla sobotniego poranka przed telewizorem. Organizatorzy tworzą miejsce do spożywania i kupowania zdrowej żywności na świeżym powietrzu. Powiem Wam szczerze, że jestem zauroczona koncepcją, dlatego gratuluję zarówno Pomysłodawcom, jak i Wystawcom. Myślę, że w Polsce jest wielu producentów i restauratorów oferujących zdrową i smaczną kuchnię. Kilku podpytałam o ich działalność i spróbowałam oferowanych specjałów.

Podoba mi się idea, która przyświeca producentom oleju z awokado. Najsmaczniejsze dania powstają często z małej ilości składników, a sztuką jest gotować dobrze i smacznie, mając do dyspozycji przydomowy ogródek lub pobliskie targowisko. Degustacja oleju Greencado odbywa się w najprostrzy z możliwych sposobów, by każdy miał możliwość spróbowania i doszukania się tego wyjątkowego smaku. Otrzymałam chleb obtoczony w oleju - najpierw z odrobiną limonki, a później bez dodatków. Muszę przyznać, że chętnie zrezygnowałabym z masła na rzecz oleju z awokado, ponieważ ma wspaniały, aksamitny smak, a wersja z limonką to niekwestionowany hit. Olej produkowany jest i butelkowany w Nowej Zelandii, która mnie osobiście kojarzy się z mniejszym niż europejski pędem życia i zdrowiem, bo ludzie niezestresowani, to ludzie zdrowi ;) Po usunięciu skórki i pestki miąższ awokado jest delikatnie wytłaczany na zimno w pojedynczym procesie (extra virgin). Piękny, zielonkawy olej jest przelewany do ciemnozielonych butelek, w których zachowuje swoje niepowtarzalne walory smakowe i świeżość. Warto wiedzieć, że należy do najzdrowszych olejów na świecie i jest w stu procentach naturalny, a wysoka zawartość jednonienasyconych i wielonienasyconych kwasów tłuszczowych w stosunku do nasyconych kwasów tłuszczowych przyczynia się korzystnie do prowadzenia zdrowej diety.

Podczas targu pierwszy raz miałam okazję skosztować specjałów restauracji jeszcze przed jej otwarciem i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem smaku pozornie prostych, aczkolwiek w przemyślany sposób skomponwanych dań. Niebawem każdy z Was udając się na Wilczą w Warszawie będzie mógł poskromić swój Wilczy Głód - pisane dużą literą, bo tak chytrze nazwana została ta restauracja.

Muszę przyznać, że menu zrobiło na mnie wrażenie. Torcik z pumpernikla, białego, wiejskiego sera oraz pasty z jajek i makreli to dosyć specyficzne połączenie, ponieważ tort z definicji kojarzy mi się z czymś słodkim. Danie okazało się w sam raz dla mnie, bo jak już zapewne wiecie, nie przepadam za słodyczami. Natomiast moja porcja sałatki z pomidorów i sera korycińskiego skropiona oliwą znikła w mgnieniu oka, ponieważ bardzo posmakował mi ten ser.

Myślę, że restauracja przygotowała się, aby sprostać wymaganiom każdego smakosza. Dzięki temu wielbiciele ostrych smaków mogli skosztować pasty z czerwonej fasoli i smażonych rodzynek. Nienawidzę rodzynek i nawet nie wiedziałam, że je jem - było pyszne! Natomiast dla osób ceniących sobie łagodniejsze klimaty odpowiednia była pasta z zielonego groszku, natki pietruszki i prażonego sezamu. Również bardzo mi smakowała. Jednak największym hitem wśród smaków prezentowanych przez Wilczy głód były ogórki faszerowane pastą z tuńczyka, gorczycy i natki pietruszki, oprószone prażonym siemieniem lnianym. Pasty do chleba to pomysł na ciekawe śniadanie, dlatego myślę, że spróbuję odtworzyć przepisy na potrawy zaprezentowane przez Wilczy Głód.

Także wielbiciele słodkości byli moim zdaniem w pełni ukontentowani - zagryźli ciasteczko owsiane i wyruszyli oglądać domowe ciasta, ręcznie robione dżemy prezentowane przez innych wystawców.

Krążąc między stoiskami, zainteresowałam się kanapkami od I love hummus. Menu wyglądało bardzo zachęcająco. Następnym razem celuję w świeżo wypiekany chleb pita z kiełbaską sujuk, ponieważ tym razem brakło już miejsca w brzuchu.

Gdy będę miała jeszcze przyjemność z Duża Bula, nie będę im potrafiła odmówić Gravad, czyli marynowanego łososia w stylu szwedzkim.

Żadna impreza w plenerze nie może się odbyć bez pieczonych ziemniaczków. Tym razem nie skusiłam się, ale kolejka przy stoisku była całkiem spora ;) Poza tym w recenzji Targów Kulinarnych Warszawski Smak zaprezentowałam Wam już pysznego ziemniaczka, a moim zadaniem jest szukać dla Was ciągle czegoś nowego.

Podobno misie lubią miodek. Nie tylko! Np. ja uwielbiam słodzić herbatę miodem. Jest bardzo zdrowy, a przy tym smaczny. Chyba niewiele znacie lekarstw, które są dobre w smaku, więc może warto zainwestować w miodek? Na targu była możliwość zaopatrzenia się w różne rodzaje miodu. Mnie zainteresował nektarowo-spadziowy z powodu moich skłonności do alergii.

Wieś polska, tradycyjne wędliny bez konserwantów - obok takiego stoiska nie można przejść obojętnie. Ze względu na smak i zapach oglądałam... Wybierałam... Oj... jak ja lubię kiełbaskę!

Chleb - produkt pierwszej potrzeby. Nasz chleb powszedni, codzienność... Czy możliwe jest życie bez chleba? Ja osobiście nie wyobrażam sobie śniadania bez kromek z ulubionymi dodatkami. Teraz ten fakt warto skonfrontować z myślą, że obecnie do wypieku chleba używa się coraz więcej dziwnych substancji. Dlatego na Targu Śniadaniowym zaopatrzyłam się w prawdziwy domowy chleb od Piekarni Kurpiowskiej.

Prawdziwą gratkę dla wielbicieli sushi przygotowała restauracja TenSushi. Trzy fantastyczne zestawy do wyboru i tylko dylemat, który wybrać. Ponadto niewątpliwą atrakcję stanowił pokaz przygotowywania sushi. Każdy z zamawiających miał szansę obejrzeć jak powstaje jego porcja, pakowana na wynos w całkiem zgrabnych pojemnikach.

Pomimo, że dzień był chłodny degustatorzy nie rezygnowali z sushi na rzecz ciepłych posiłków. Zestaw Lato spełnił moje oczekiwania, smakował fantastycznie i był bardzo sycący. Już do końca wycieczki po Warszawie głód nie przypominał o sobie.

Udany dzień można przypieczętować filiżanką ulubionej kawy. Podejrzewam, że miłośników kuchni wegańskiej zainteresuje kawa z mlekiem sojowym. Ja standardowo stawiam zawsze na mocną i najczarniejszą z czarnych ;)

Z Targu Śniadaniowego wyszłam roześmiana i pojedzona. Poznałam wielu sympatycznych ludzi, którzy z pasją w oczach prezentowali to, czym się zajmują. W takich wydarzeniach, w moim odczuciu, nie ma nic z taniego lansu. Od początku do końca widziałam, że ci ludzie kochają swoje wyroby i chcą nas do nich przekonać. Myślę, że warto uczestniczyć w takich wydarzeniach, choćby dla poznania nowych smaków i wymiany kilku sympatycznych słów i uśmiechów z innymi ludźmi. Mam nadzieję, że idea zdrowej żywności zawita do nas na stałe i zaczniemy czytać etykietki produktów, które kupujemy i uważniej przyjrzymy się składnikom. W wydarzeniu uczestniczyło wielu rewelacyjnych dostawców, nie sposób spróbować wszystkiego i o wszystkim opowiedzieć. Napewno wielbiciele naleśników, placków ziemniaczanych, słodkości, czy smaków kuchni bałkańskiej znaleźliby coś dla siebie, dlatego warto wybrać się za tydzień lub na dzisiejsze Targi Kulinarne Warszawski Smak vol. 3 w klubie 1500 m2, gdzie znajdziecie wiele z opisywanych produktów. Miłej i słonecznej niedzieli Wam życzę.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Targi kulinarne Warszawski Smak w La Playa i wizyta w Ichiban Sushi.

Z zapasem dobrego humoru wyruszyłam na targi…

Moje pierwsze skojarzenie z dwoma wyrazami ‘targi kulinarne’ było zupełnie inne od tego, co zobaczyłam. To doskonale zorganizowane wydarzenie służące poznawaniu smaków z różnych zakątków świata, próbowaniu przekąsek i ogólnie pojętej rozrywce w pełnym Słońcu, na plaży, przy dobrym drinku i fantastycznej muzyce. Tancerze zrobili przecier z parkietu, a warszawski club La Playa stał się jednym z moich ulubionych miejsc w stolicy.

Zaczęło się sentymentalnie. Weszłam i pierwszym stoiskiem, które zobaczyłam był ‘Dania Babci Zosi’. Moja ukochana babcia ma tak na imię więc z zaciekawieniem przyglądałam przedstawionej na targach ofercie. Zupy z naturalnych składników wyglądały bardzo interesująco.

Jak każda kobieta zatrzymuję się zawsze przy każdym stanowisku, gdzie jest mowa o kosmetykach. O oleju arganowym słyszałam wiele dobrych opinii, więc z zaciekawieniem słuchałam o wersji z henną, która jest naturalnym samoopalaczem – czego chcieć więcej? W końcu można się zdrowo opalać!

Na tym samym stoisku w ofercie był także olej z awokado. To dla mnie osobiście była nowość dlatego zdecydowałam się Wam go pokazać, bo być może podobnie jak ja, nie słyszeliście o nim. Według producenta i broszur, które mi wręczono jest bardzo zdrowy, zawiera dużo witamin, jednonasycone kwasy tłuszczowe (omega-9), które redukują poziom złego cholesterolu. Ma szerokie kulinarne zastosowanie i na pewno zamówię go sobie przez Internet, bo zainteresował mnie ten produkt.

Nie wiem jak Wy, ale ja mam ogromną słabość do ziemniaczków z ogniska. Takich, jakie serwowano na targach jeszcze nie jadłam. Oferta była bardzo interesująca i długo nie mogłam się zdecydować.

Zwyciężyła ciekawość i zamówiłam wersję ‘Kurczak hawajski’. Byłam bardzo miło zaskoczona połączeniem ananasa, kukurydzy i kurczaka w sosie, gdzie słodycz przeplatała się ze słonym w tak finezyjny sposób, że absolutnie te smaki nie gryzły się wzajemnie. Postanowiłam więc, że muszę przygotować coś podobnego w swojej kuchni.

W sosie był także ciągliwy ser…

Przy stanowisku z bułgarskimi przysmakami też długo nie mogłam się zdecydować, czego najbardziej chciałabym spróbować. Postawiłam na pasty do chleba i nie pomyliłam się, ponieważ paprykowa okazała się prawdziwym hitem, a reszta również była całkiem smaczna.

Pamiętacie mój wpis o Paelli? Na targach mogłam się przekonać jak przyrządza się ją w prawdziwie hiszpański sposób. Jak widzicie, nie oszukałam Was pisząc o wielkiej patelni i kuchni pod gołym niebem. Hiszpanie to mają fantazję, co? ;)

Zawsze dziwili mnie ludzie, którzy sami robią lody. Od dziś moim wymarzonym prezentem jest maszyna do robienia domowych lodów. Stoisko z lodami, do tej pory omijane przeze mnie szerokim łukiem, wzbudziło moje zainteresowanie, gdy upał dał mi się we znaki.

Początkowo chciałam zamówić jabłko z wiśnią, ale ostatecznie zdecydowałam się na orzeźwiający ananas z miętą i nie żałuję tej decyzji, ponieważ pierwszy raz spotkałam się z liśćmi mięty w lodach! Mniam! Dla miłośników innych słodkości także było wiele przysmaków. Osobiście poprzestałam na lodach ;)

Zupełnie spontanicznie padła propozycja od moich towarzyszy, aby przypieczętować poznawanie smaków świata wypadem na sushi. Kiedyś musi być ten pierwszy raz – pomyślałam bez entuzjazmu, nastawiona na mdłą rybę. Skoro spróbowałam w tym tygodniu krewetek to przyszła pora na japońską kuchnię.

Muszę Wam przyznać, że pokochałam Sushi od pierwszego kęsa miłością szczerą i niewinną, która nie będzie mi dawać spokoju jeszcze bardzo, bardzo długo. Krewetki w mojej porcji utwierdziły mnie w przekonaniu, że przepadam za owocami morza i nie mam żadnych oporów przed skosztowaniem ich.

Jeżeli chcecie zjeść w Warszawie naprawdę dobre japońskie jedzenie nie wybierajcie żadnych snobistycznych i szpanerskich lokali, ponieważ nie oddają one klimatu Japonii. Pierwsza knajpka, do której poszliśmy była tłoczna i parna, panował w niej niemiłosierny skwar, a ludzie porozumiewali się ze sobą strasznie głośno powodując ogromny gwar. Nie lubię takich miejsc bez klimatu, gdzie przychodzi się wyłącznie zjeść. Jedzenie to pewna forma medytacji i modlitwy, wyraz wdzięczności dla tych, którzy je dla nas przygotowali.

Druga restauracja od razu przypadła mi do gustu – piękne wnętrza, panująca cisza medytacji i spokoju. Z tym właśnie zawsze kojarzyła mi się Japonia. Sztuki walki uczące pracy nad sobą i swoimi reakcjami, oraz nauka cierpliwości i kosztowania jedzenia małymi kęsami za pomocą pałeczek. Z całego serca polecam Wam Ichiban Sushi na Nowym Świecie – przemiła i przeurocza Japonka płynnie mówiąca po polsku staje na głowie, aby dogodzić gościom.

Długo wahałam się czy zamówić sake. Zdecydowałam się jednak na trunek, którego byłam bardziej ciekawa Choya Plum – japońskie wino z nutą śliwek. Polecam wszystkim smakoszom wina. Osobiście zakochałam się w nim na zawsze i będę wracać wznieść nim jeszcze nie jeden toast.