Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bulion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bulion. Pokaż wszystkie posty

sobota, 30 maja 2015

Zielona zupa krem ze szparagów, zielonego groszku i rucoli.

Najlepszą metodą na rozgrzanie się w chłodne, nawet majowe dni jest zupa. Najlepiej z produktów sezonowych, aby czerpać z tego, co natura daje nam najlepszego. Na przełomie maja i czerwca zapraszam więc na zieloną zupę krem ze szparagów, zielonego groszku i rucoli.

Potrzebujesz: (na dwie porcje)

- około 6 do 8 sztuk umytych szparagów,

- 70-100 gramów mrożonego zielonego groszku,

- garść umytych liści rucoli,

- trzy łyżki naturalnego gęstego jogurtu,

- litr bulionu warzywnego,

- sól i pieprz do smaku,

- łyżka oliwy,

Szparagi gotować w osolonej wodzie z oliwą do miękkości, ale tak aby pozostały jędrne (najlepiej al’dente). Przecedzić, ostudzić i odłożyć. Groszek zagotować w bulionie do momentu aż zacznie wypływać na powierzchnię. Odcedzić od bulionu warzywnego (nie wylewać).

Rucolę posiekać, szparagi pokroić na drobniejsze kawałki. Dodać groszek i całość zmiksować na pastę i dokładnie wymieszać. Dodać jogurt do uzyskania jednolitej konsystencji. Stopniowo dodawać do pasty ostudzony bulion cały czas mieszając. Zupę przed podaniem podgotować jeszcze około 2 minuty. Gotowa wegetariańska i smaczna zupa.

Szparagowe<3Love

sobota, 28 lutego 2015

Mediolańskie risotto.

Dziś zaproszę Was na kulinarną podróż do Mediolanu. Pamiętajcie, że risotto przygotowuje się ze specjalnego, krótkoziarnistego ryżu. Najlepszym wyborem będzie arborio. Przepis dodaję z dużym opóźnieniem, ale aktualnie przez totalny brak czasu wszystko w moim życiu, co robię hobbystycznie dzieje się z opóźnieniem, ale wiecie co? ;) Idzie wiosna, ładna pogoda, Słońce… koniec z tym! Człowiek szczęśliwy to człowiek pojedzony i zrelaksowany. Wnoszę więc wino do życia!

Potrzebujesz: (na cztery porcje)

- trzy łyżki oliwy z oliwek,

- 25 gramów masła,

- jedna duża cebula,

- 350 gramów ryżu arborio, umytego

- około 15 nitek szafranu (z powodzeniem można zastąpić tańszą i bardzo zdrową kurkumą),

- 150ml białego wina,

- 850ml wywaru warzywnego lub drobiowego podgrzanego,

- 10 suszonych pomidorów,

- 80 gramów szynki parmeńskiej, pokrojonej w paski,

- 100 gramów mrożonego, zielonego groszku,

- 75 gramów sera parmezan, startego (również odrobina do podania),

Oliwę i masło rozgrzać na dużej patelni. Dusić na nich cebulę przez 4-5 minut, aż stanie się miękka. Dodać ryż i szafran. Mieszać około jednej minuty aż cały ryż pokryje się oliwą. Powoli porcjami dolewać wino i wywar. Następną porcję dolewać dopiero, gdy poprzednia zostanie całkowicie wchłonięta przez ryż. Po wykorzystaniu połowy wina i wywaru dodać pomidory.

Po 15 minut cały płyn cały płyn powinien zostać wchłonięty. Jeśli w tym momencie ryż będzie jeszcze twardy, dolać trochę wody i gotować aż ryż zmięknie. Na koniec dodać szynkę, groszek oraz ser i gotować jeszcze 2-3 minuty, aż wszystkie składniki będą gorące. Podawać z pozostałą ilością sera parmezan.

Gotowe danie powinno być wilgotne, ale nie kleiste. Dlatego wszystkie płyny dodawane do risotto powinno się dodawać porcjami. Umożliwia to dokładne stwierdzenie kiedy ryż jest już gotowy. Zaleca się żeby takiej potrawy jak risotto nie spuszczać z oczu podczas gotowania ;) Życzę smacznego!

niedziela, 21 grudnia 2014

Dorsz po włosku na polską Wigilię – dlaczego nie? Filet z dorsza pod kruszonką z orzechów włoskich.

Dlaczego chciałabym Wam polecić dorsza po włosku na polską Wigilię? Jest to przede wszystkim przepis dedykowany tym, którzy do wielbicieli karpia nie należą (ja przyznaję, że zasilam to zacne grono). Jeżeli przeszkadza Wam smak karpia lub podobnie jak ja, nie akceptujecie uderzeniowej dawki ości w rybie, przygotujcie w tym roku dorsza. Wraz z łososiem są uważane za ryby z najmniejszą liczbą ości, idealne np. dla małych dzieci (mama może spokojnie świętować zamiast martwić się wraz z każdym kęsem, że będzie szukać ości w migdałku malucha ;) ). Dlaczego akurat wersja po włosku? Ponieważ zawiera kruszonkę z orzechów, według wierzeń naszych dziadów spożywane na kolacji wigilijnej mają nam zapewnić szczęście na cały rok.

Potrzebujesz (na cztery porcje):

- 25 gramów masła,

- 50 gramów pełnoziarnistej bułki tartej,

- 25 gramów orzechów włoskich (rozdrobnionych),

- starta skórka i sok z dwóch cytryn,

- dwie łyżki rozmarynu, porwanego,

- dwie łyżki natki pietruszki, świeżo posiekanej,

-cztery filety z dorsza, każdy ok. 150 gramów,

- ząbek czosnku, przeciśnięty przez praskę,

- jeden mały strączek czerwonej chilli, pokrojonej w kostkę,

- trzy łyżki oleju z orzechów włoskich lub oliwy do smażenia,

- sól, pieprz, bazylia, pietruszka do smaku,

Propozycja podania – risotto z czerwonym pesto:

- ryż do risotto (50 gramów na porcję),

- około 700ml bulionu warzywnego,

- trzy łyżki oliwy do smażenia,

- czerwone pesto, przepis TUTAJ,

Masło rozpuścić na patelni, po czym zdjąć ją z kuchenki. Zmieszać z masłem bułkę tartą, orzechy, sok i skórkę z cytryny oraz połowę rozmarynu i pietruszki. Orzechy można rozdrobnić blenderem, wałkiem lub mikserem. Posiadacze ostrego noża mogą także pokroić orzechy, ale jest to w porównaniu do innych metod dosyć czasochłonne.

Filety z dorsza umieścić w blaszce do pieczenia lub w naczyniu żaroodpornym, najlepiej posmarowanym po wierzchu oliwą, żeby ryba nie przywarła do jego powierzchni. Oprószyć solą i pieprzem, skropić sokiem z cytryny, natrzeć czosnkiem, następnie polać mieszanką orzechów i pozostałych składników. Zapiekać przez około 25-30 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni.

Chrust najlepiej dokładnie wymieszać, a dopiero potem polać nim rybę. Powinien się on składać z bułki tartej, rozdrobnionych orzechów włoskich, czosnku, skórki z cytryny, soku z cytryny, soli, pieprzu, natki pietruszki, rozmarynu, chilli, a także można dodać bazylii lub ulubionych przypraw. Całość wymieszać z olejem, żeby uzyskało konsystencję dressingu. Polać rybę.

Gotową rybę wyłożyć na talerze i od razu podawać, np. z risotto, które jest bardzo proste do wykonania. Na patelni z rozgrzanym olejem umieścić ryż, podsmażać około 2-3 minuty i stopniowo zalewać podgrzanym bulionem. W momencie, gdy ryż ‘wypije’ porcję, dolać kolejną. Gotować według wskazówek na opakowaniu, odcedzić z nadmiaru bulionu, wymieszać z wcześniej przygotowanym pesto i od razu podawać. Smacznego!

Świąteczna rybkaWigilia 2014

wtorek, 26 sierpnia 2014

Pieczona papryka nadziewana risotto.

Embargo na polskie produkty? Rolnicy zmuszeni oddać swoje plony na cele charytatywne, bo dostaną większe odszkodowania? Zrobiłam obowiązkową wycieczkę na targ po polskie jabłka, pomidory, paprykę i inne warzywa oraz owoce. Dowiedziałam się z dzisiejszego wydania wiadomości, że nie tylko producenci jabłek mają problem, ale także pomidorów i papryki nie mają gdzie ich sprzedać. Zatem apeluję: faszerujcie pomidory i paprykę!

Potrzebujesz: (na cztery porcje)

- cztery czerwone lub pomarańczowe papryki,

- jedna łyżka oliwy z oliwek,

- jedna, drobno posiekana i duża cebula,

- 350 gramów ryżu do risotto, np. arborio, umytego,

- około 15 nitek szafranu (opcjonalnie można zastąpić kurkumą),

- 150 ml białego wina,

- 850 ml wywaru warzywnego lub drobiowego, podgrzanego,

- 50 gramów tartego parmezanu lub pecorino,

- 200 gramów pokrojonego salami,

Cebulę zeszklić na patelni z rozgrzaną oliwą. Dodać ryż, szafran i podgrzewać cały czas mieszając około dwie minuty aż ryż wymiesza się dokładnie z cebulą i stanie się lekko przeźroczysty. Powoli, najlepiej partiami dolewać bulion i wino. Poczekać aż zostaną wchłonięte przez ryż i dopiero wlewać kolejną. Po około 15 minutach cały płyn powinien zostać dokładnie wchłonięty. Gotować do momentu aż ryż będzie miękki.

W trakcie gotowania, gdy ryż już lekko zmięknie dodać pokrojone salami i dokładnie wymieszać. Pod koniec gotowania dodać tarty ser i ponownie wymieszać całość.

Paprykę dokładnie umyć, pokroić na połówki, usunąć gniazda nasienne, a następnie we wnętrzu układać partiami risotto. Na powierzchni każdej porcji poukładać kawałeczki sera mozzarella, a następnie umieścić w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni i zapiekać do momentu roztopienia się sera i całkowitego podpieczenia papryki, czyli około 20 minut.

Gotowe, od razu serwować. Paprykę można zastąpić pomidorem, po wcześniejszym usunięciu miąższu. Smacznego!

Warzywa psiankowate 2014Warzywa psiankowate 2014Dieta Śródziemnomorska

wtorek, 24 grudnia 2013

Świąt Wesołych życzę Wam! Łosoś w galarecie na smaczne Boże Narodzenie.

Kochani Czytelnicy chcę Wam życzyć WESOŁYCH ŚWIĄT! Dużo szczęścia i radości, nie tylko w zbliżających się dniach, ale na całe życie. Kochajmy się, uśmiechajmy się do siebie, bo to jest ten czas, gdy jesteśmy dla siebie dobrzy. Chciałabym Wam życzyć smacznych potraw na wigilijnej wieczerzy, ale żeby uciechy ciała nie przysłoniły tego, co w Bożym Narodzeniu jest najistotniejsze. Niech duch i nastrój Bożego Narodzenia zagości w Waszych domach! Wiem, że się powtarzam z tymi życzeniami, ale tych dobrych nigdy nie jest za dużo ;) Ostatnią moją postną wigilijną propozycją dla Was jest łosoś w galarecie. Z pozoru trudny, w rezultacie łatwy do wykonania.

Potrzebujesz: (na jedną dużą formę keksową)

- 600/700 gramów świeżego fileta z łososia,

- pęczek włoszczyzny,

- dwa listki laurowe,

- cztery ziarna ziela angielskiego,

- brokuł, około 1/3 główki,

- blanszowane płatki migdałów,

- 2 litry wody,

- żelatyna (według wskazówek na opakowaniu),

- sól, cukier, pieprz,

- ocet jabłkowy,

Z włoszczyzny i dwóch litrów wody ugotować wywar z listkami laurowymi i zielem angielskim. Przyprawić do smaku według uznania. Fileta umyć, posypać solą i pieprzem, wstawić na godzinę do lodówki. Brokuł zalać wrzątkiem z czajnika, posolić i po minucie odcedzić.

Warzywa usunąć z wywaru, a następnie włożyć wcześniej przygotowaną rybę. Gotować około trzy minuty, wyjąć na płaski talerz. Po ostudzeniu zdjąć skórę i pokroić na kawałki. Niewielu ludzi wie, że łosoś ma tę właściwość, że pod wpływem temperatury jego skóra schodzi praktycznie sama ;)

Wywar przecedzić przez gazę lub sito z małymi oczkami. Przyprawić, a następnie dodać łyżkę stołową octu i żelatynę według instrukcji na opakowaniu. Składniki ułożyć w formie keksowej. Na spodzie rybę, potem warzywa i blanszowane migdały, a na końcu brokuł. Migdały można także zblanszować samodzielnie. Płatki wystarczy wrzucić na patelnię z rozgrzaną oliwą i chwilkę podsmażać.

Brokuł ma wpływ nie tylko na walory estetyczne potrawy, ale także na wrażenia smakowe.

Po ułożeniu porcji ryby, włoszczyzny, brokułu i migdałów w formie keksowej zalać całość wywarem z żelatyną. Ostudzić i wstawić do lodówki na minimum trzy godziny. Gotowe!

Życzę smacznych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia!

Wigilia 2013

wtorek, 29 października 2013

Toskańska zupa fasolowa.

W Toskanii znajdziemy wszystko: piękne wybrzeże morskie, skąd trafiają na stół ryby i owoce morza, wysokie wzgórza z winnicami, żyzne równiny, na których uprawia się warzywa i owoce. Region obfituje także w dziczyznę i ptactwo łowne. Dzięki temu kuchnia toskańska jest pełna ciekawych przepisów. Tym razem pyszna zupa fasolowa prosto z Toskanii.

Potrzebujesz:

- 400 gramów suszonej fasoli lima (białej, maślanej), moczonej przez noc w wodzie lub 600 gramów fasoli białej z puszki,

- trzy łyżki oleju z awokado lub oliwy z oliwek,

- dwa ząbki czosnku, drobno siekane,

- 150ml mleka,

- 1.5l bulionu mięsnego lub warzywnego,

- dwie łyżki świeżo posiekanego oregano,

- sól i pieprz do smaku,

źródło zdjęcia: toskania.edu.pl

Namoczoną fasolę pozostawić do odsączenia. Zagotować wodę w garnku, umieścić w nim fasolę i gotować przez dziesięć minut. Następnie zmniejszyć ogień, przykryć garnek i gotować jeszcze 30 minut, aż fasola będzie miękka. Fasolę przełożyć do innego naczynia; zawiesinę w której się gotowała, odstawić i zachować. Jeżeli używa się fasoli z puszki, pozostawić ją tylko do odsączenia, resztę zawiesiny fasolowej zachować.

Olej podgrzać na dużej patelni. Wrzucić czosnek i smażyć, aż pojawi się brązowy odcień. Następnie na patelnię z czosnkiem przełożyć fasolę wraz z 400 ml zawiesiny. Jeśli jest jej zbyt mało, dolać trochę wody. Całość zagotować i zdjąć z kuchenki.

Zawartość patelni można zmiksować, rozgnieść ręcznie lub pozostawić fasolę w całości. Preferuję ostatnie wyjście, które wyszło wyjątkowo smacznie – zupy próbowali znajomi wybitnie nieprzepadający za zupą fasolową. Tę w wersji toskańskiej pokochali ;) Doprawić pieprzem i solą.

Na koniec dolać mleko i ponownie podgrzać, lecz nie zagotowywać. Na krótko przed podaniem dodać oregano i wymieszać.

Zupa wyszła bardzo smaczna i gdy tylko zaskoczy nas jesienna pogoda będzie idealnym sposobem na rozgrzanie się. Jest bardzo sycąca, przez co praktycznie nie wymaga drugiego dania. Może z powodzeniem stanowić samodzielny obiad. O tym, jaka jest pyszna świadczy tylko fakt, że smakowała szczerym przeciwnikom zupy fasolowej. Polecam Wam z całego serca na chłodne dni.

Życzę Wam smacznego obiadu i udanego, słonecznego dnia. Niewątpliwie smak moich potraw wzbogaca ostatnio także olej z awokado Greencado o lekkim orzechowym smaku i głębokim zielonym kolorze.

niedziela, 20 października 2013

Włoska zupa z soczewicą i makaronem.

Zupy są istotną częścią włoskiej kuchni. Tym razem przepis na pożywną zupę, idealną na chłodne, jesienne dni w Polsce. Soczewica nie jest często spożywana przez Polaków i nie jest też w naszym kraju dobrze znana. W starożytnym Rzymie uznawana była za potrawę dla ubogich, a obecnie ponownie zawitała do włoskiej kuchni jako bardzo częsty składnik zup i pasztetów oraz dodatek do mięs. Jest szczególnie popularna w Umbrii i Abruzji, a z uprawy soczewicy słynie malownicze Fucino.

Potrzebujesz:

- cztery plastry boczku pokrojonego w grubą kostkę,

- jedną posiekaną cebulę,

- dwa ząbki czosnku, rozgniecione lub bardzo drobno posiekane,

- cztery łodygi selera naciowego, pokrojonego w prążki,

- 50 gramów dowolnego makaronu,

- 420 gramów brązowej soczewicy z puszki, odsączonej,

- 1.2l podgrzanego wywaru mięsnego lub warzywnego,

- pierz i bazylia do smaku,

Boczek, cebulę, czosnek i seler umieścić na dużej patelni i podsmażać przez 4-5 minut do chwili, gdy cebula będzie miękka, a boczek lekko brązowy.

Makaron ugotować al dente i dodać do pozostałych składników na patelni. Trzymać na ogniu około jednej minuty, mieszając tak aby pokryć oliwą cały makaron. Można także postąpić tak, jak my – Polacy jesteśmy przyzwyczajeni: ugotować makaron, umieścić w miseczce i zalać już gotową zupą. Uważam, że ten sposób jest lepszy, bo makaron na stałe umieszczony w zupie grozi jego maksymalnym rozgotowaniem, czego ja osobiście bym nie zjadła ;)

Przyznam ze smutkiem, że to ostatni post z cyklu makarony Irwega. Możliwość testowania tych produktów była dla mnie niewątpliwie ogromną przyjemnością, ale jak wiadomo to, co dobre szybko się kończy. Być może sentyment związany z makaronami od tego właśnie producenta wiąże się ze wspomnieniami z moich tegorocznych wakacji, które spędziłam w miejscu cudownym, bo w samym sercu mazurskiej wsi. Wszechobecna cisza i spokój naładowały moje akumulatory na najbliższe kilka lat wstecz i każdemu, kto co roku wybiera zagraniczne wojaże polecam najpierw dowiedzieć się jak pięknie jest w naszym kraju ojczystym. W tej właśnie scenerii odbywa się produkcja i degustacja produktu regionalnego – zacierek, które firma Irwega wykonuje od 1993 roku. W oparciu o tradycyjne receptury i regionalne surowce pochodzące z Warmii i Mazur, które są terenem wyjątkowo czystym, niezanieczyszczonym przez człowieka, o czym miałam okazję się przekonać, firma wdraża nowoczesne technologie wysokotemperaturowe. Jednak jeżeli jesteście fanami spaghetti i innych tego typu makaronów również się nie zawiedziecie, co miałam możliwość ocenić na własnym… podniebieniu ;) W ofercie producenta każdy może znaleźć coś dla siebie – nitki, krajanki, świderki, muszelki, łazanki, rurki, spaghetti i zacierki. Myślę, że warto wspierać przedsiębiorczych Polaków i polski przemysł doceniając takie właśnie produkty, które w moim odczuciu nie posiadają wygórowanych cen. Moją szczególną uwagę zwrócił fakt, że makaron firmy Irwega ma piękny, żółty kolor i porównany z innymi przedstawicielami swojego gatunku wyróżnia się na ich tle. Wypróbowałam te produkty do zup, zapiekanek i wielu innych potraw. Z całego serca Wam je polecam i w ramach podsumowania, chciałabym Wam przypomnieć dania, które wyczarowałam z tych produktów.

Makarony firmy Irwega sprawdziły się w przepisach orientalnych, włoskich zupach, spaghetti z kurkami i cukinią oraz w wielu innych przepisach, które możecie sobie przypomnieć TUTAJ. Miłej lektury, a ja tymczasem wracam do przepisu na dzisiejszą zupę.

Gdy boczek będzie już lekko brązowy, a cebula miękka, dodać soczewicę i wywar z rosołu, całość zagotować. Następnie zmniejszyć płomień i gotować jeszcze przez 12-15 minut. Patelnię zdjąć z kuchenki i dodać świeże zioła i przyprawy, może to być mięta lub bazylia.

Gotową zupę od razu podawać, życzę smacznego.

niedziela, 6 października 2013

Hiszpańska Paella, czyli kolejny raz z owocami morza. Odrobina lata w pochmurny, jesienny dzień.

Za oknem już od dawna panuje jesienna aura. Gdy rano wychodzę z domu coraz częściej rozważam uzupełnienie codziennego ubioru w rękawiczki i cieplejszy szalik. Dlatego postanowiłam dziś zabrać Was na jeden dzień do słonecznej Hiszpanii, by jeszcze raz zagościło u nas lato. Gdy rok temu, w pierwszą niedzielę października pisałam pierwszy post, jeszcze na starej wersji bloga nie przypuszczałam, że w ciągu jednego roku tak wiele w życiu człowieka może się zmienić. Pozbyłam się wielu barier i stereotypów dotyczących jedzenia, próbowałam sushi i owoców morza, przestałam przesalać zupy i nie boję się już eksperymentować w kuchni. Nie wiem czy pamiętacie moje pierwsze, nieporadne podejście do hiszpańskiej Paelli, ale dziś postanowiłam przyrządzić ją po raz drugi.

Potrzebujesz: (na cztery porcje)

- około 250 gramów mieszanki owoców morza np. blanszowanych lub mrożonych kalmarów, ośmiorniczek, krewetek koktajlowych i tygrysich oraz małży,

- dodatkowo dla podkreślenia walorów estetycznych: dziesięć obranych krewetek tygrysich, którymi przystrojona będzie porcja (można także udekorować porcję krewetkami w pancerzach lub małżami w muszlach),

- około 200 gramów fileta z mintaja,

- około 150 gramów mięsa z piersi kurczaka lub mięsa z królika, najlepiej ugotowanego,

- około 300 gramów zielonego groszku,

- około 1 kilogram ryżu ugotowanego w wywarze z łyżką stołową oliwy z oliwek, kurkumą i solą,

- jedna papryka, pomidor, kilka pieczarek, cebula,

- 3 łyżki przecieru pomidorowego,

- oliwa z oliwek,

- przyprawy i zioła: sól, cukier, oregano, tymianek, bazylia, kurkuma, pieprz, kolendra, natka pietruszki,

- pół litra bulionu mięsnego lub z owoców morza,

Paella jest potrawą wywodzącą się z hiszpańskiej Walencji. Oparta jest przede wszystkim na ryżu gotowanym z dodatkiem kurkumy i szafranu. Tradycyjnie wykonywana i spożywana na świeżym powietrzu, w ogromnej patelni z dwoma uchwytami. Zasadniczo przy przyrządzaniu tego dania można dużo improwizować. Z racji, że był to kiedyś przysmak hiszpańskiej biedoty teoretycznie można tam wrzucić wszystko, podobnie jak do polskiego bigosu, pod warunkiem, że całość składników ze sobą współgra i smacznie się komponuje.

Najlepiej do przyrządzania Paelii wykorzystać średnioziarnisty ryż, który nie powinien być zbyt mocno rozgotowany. Z reguły swoją żółtą barwę zawdzięcza gotowaniu w bulionie z dodatkiem szafranu, jednak spotkałam się także z przepisami, w których użyto kurkumy, więc sama jej dodałam. Danie wzbogaca się głownie bukietem warzyw: papryką, pomidorami, zielonym groszkiem i fasolą.

Przejdźmy zatem do wykonania:

Umyty filet z mintaja oraz mięso z kurczaka pokroić w kostkę. Obtoczyć w marynacie z kurkumy, bazylii, oregano, tymianku, soli, pieprzu, kolendry, natki pietruszki oraz oliwy. Podobnie postąpić z owocami morza. Obrać krewetki z pancerzyków lub kupić już obrane, najlepiej blanszowane owoce morza. Całość pozostawić w marynacie na noc.

Aby wykonać Paellę w domu trzeba dysponować dużą patelnią. Najlepiej wokiem lub podobnego typu naczyniem. Oliwę rozgrzać, następnie zblanszować cebulkę. Gdy nabierze lekko złotej barwy, wrzucić wcześniej przygotowane mięso kurczaka, filety rybne i owoce morza. Smażyć na małym ogniu, od czasu do czasu mieszając. Następnie dodać pokrojone i obrane pomidory, zielony groszek i pokrojoną paprykę. Można dodać bulion mięsny lub rybny, a także wodę. Całość podsmażać na małym ogniu. W Walencji uznaje się, że prawdziwa Paella powinna być przygotowywana na płonącym drewnie, a nie na kuchence gazowej – w ten sposób naczynie otoczone jest płomieniami, a potrawa wchłania aromat palącego się drewna. Łatwiej też wtedy uzyskać socarrada – chrupiącą skorupkę na wierzchu potrawy.

Ryż gotować według wskazówek na opakowaniu z dodatkiem oliwy z oliwek, bulionu (opcjonalnie, można gotować także w wodzie) oraz soli i kurkumy. Jak już wcześniej napomniałam, należy pamiętać, aby za bardzo nie rozgotować ryżu. Danie przygotowuje się dodając podgotowany ryż do podsmażonych składników. Całość podsmażać do momentu, gdy ryż wchłonie płyny. Nie należy zjadać potrawy zaraz po zdjęciu jej z ognia, ponieważ Paella najlepiej smakuje, gdy jest letnia. Ponadto składniki lepiej przechodzą sobą wzajemnie.

Najlepiej spożywać 10-15 minut po zdjęciu z ognia. Zasadniczo w przyrządzaniu Paelli istnieje mnóstwo dowolności, ponieważ można dodać owoce morza i ryby, drób lub mięso z królika. Podobnie sprawa wygląda z dodawaniem bulionu. Można go dodać do smażących się składników, ale nie trzeba. Stosuje się także po prostu… wodę ;) Celem tego zabiegu jest fakt wchłonięcia wilgoci przez ryż. Staje się on wtedy taki smaczny i pulchny. Smak dania można także wzbogacić chili i czosnkiem – siekanym lub przeciśniętym przez praskę. Jeżeli chodzi o owoce morza, ja kupiłam gotowe, obrane i zamrożone, a także zblanszowane krążki kalmara, ponieważ jest to jedyna w moim odczuciu jadalna część kalmara oraz obrane i już gotowe do podania krewetki. Podejrzewam, że wirtuozi kuchni będą kombinować inaczej, ale chyba chodzi o to, aby smakowało temu, kto będzie jadł, prawda? ;) Omułki również zakupiłam mrożone, aktualnie w moim małym miasteczku, nie mam możliwości nigdzie dostać świeżych.

Porcję można udekorować według własnych upodobań. Ja użyłam w tym celu surowej papryki, pokrojonej w paski oraz kilku krewetek tygrysich podsmażonych na małym ogniu. Życzę smacznego i udanego dnia ;)

sobota, 28 września 2013

Minestrone w wersji z pomidorami i fasolą.

Ostatnio wrześniowa aura nie zachęca do spacerów. Prognoza pogody także nie nastraja nas optymistycznie, ale smaczna i zdrowa zupa może być świetnym sposobem na rozgrzanie. Zapytałam Was wczoraj za pośrednictwem Facebook’a jaka jest Wasza ulubiona zupa i przekonałam się, że chyba każdy lubi pomidorową. Ja prawdę mówiąc średnio, ale pomidory w wersji w Minestrone posmakowały mi bardzo. Pierwszy raz doprawiłam zupę adekwatnie. Prezentuję Wam dziś pierwszą zupę, której nie przesoliłam!

Potrzebujesz:

- jedna łyżka oliwy z oliwek,

- 100 gramów słoniny pancetta lub surowego boczku (opcjonalnie),

- dwie średnie posiekane cebule,

- dwa ząbki czosnku,

- jedna marchew, obrana i pokrojona w plasterki,

- jedna pietruszka, obrana i pokrojona w plasterki,

- pół średniego selera, obranego i pokrojonego w plasterki,

- jeden por pokrojony w krążki,

- ćwiartka białej kapusty, pokrojonej w paski,

- łodyga selera naciowego, pokrojonego w plasterki (można także dodać natkę pietruszki),

- 300 gramów pomidorów z puszki, posiekanych,

- 210 gramów białej fasoli z puszki,

- 3 litry wywaru mięsnego lub drobiowego,

- przyprawy i zioła: natka pietruszki, bazylia, oregano, tymianek, majeranek, rozmaryn, sól, pieprz, cukier,

- świeżo starty ser do posypania (opcjonalnie),

W dużym garnku lub patelni rozgrzać oliwę, umieścić w nim (w niej) słoninę, cebulę i czosnek. Ja przygotowałam wersję bez słoniny, bardziej warzywną i wegetariańską, ale niewątpliwie boczek lub słonina wzbogaci smak zupy. Świetnym pomysłem będzie także dodać kilka plasterków szynki parmeńskiej. Całość smażyć około pięć minut, aż cebula zmięknie i nabierze złotobrązowego koloru. Dodać warzywa i dusić dwie minuty, od czasu do czasu mieszając, aż warzywa pokryją się warstwą oliwy.

Są różne szkoły gotowania Minestrone. Podobnie jak i w Polsce, co gospodyni to inny przepis. Zdecydowanie wolę wersję z podsmażaniem warzyw na patelni i późniejszym wrzuceniem do bulionu. W przypadku, gdy nie mamy zamiaru dodawać makaronu, w składzie zupy powinny się znaleźć także ziemniaki.

Powiem Wam szczerze, że już zdążyłam się zaprzyjaźnić z wizerunkiem pyzy z opakowań makaronu Irwega, a moja siostra dopytuje się gdzie można go kupić. Na pewno produkty Irwega są dostępne na lokalnym mazurskim i mazowieckim rynku. Podejrzewam niestety, że w innych regionach kraju żaden sprzedawca ich nie zamawia, więc zamówienie na makaron można oczywiście złożyć na stronie internetowej firmy, jeżeli wyrażacie taką chęć.

Dziś do zupy wybrałam krajankę jajeczną grubości pięciu milimetrów. Do prawdy nie wiem, co jest w tym makaronie, że ma taki piękny żółciutki kolor. Zapewne to za sprawą kurkumy i wykorzystywania w stu procentach naturalnych składników. Myślę, że w dobie tak ciężkich i trudnych czasów, powinniśmy zwracać uwagę, aby jeść polskie produkty i takie postawy chciałabym promować na tym blogu. Makarony Irwega produkowane są według tradycyjnych receptur i z wykorzystaniem lokalnych produktów, dlatego też właśnie ta marka mnie zainteresowała.

Makaron należy wrzucić do wrzącej wody w taki sposób, aby nie przerywać gotowania. Woda musi być osolona z dodatkiem oliwy lub oleju roślinnego, aby makaron się nie sklejał. Czas gotowania na małym ogniu to około 4-5 minut. Po zagotowaniu wymaga przelania zimną wodą. Jest bardzo smaczny, marka wzbudziła moje zaufanie więc z czystym sumieniem polecam Wam jej produkty.

Wracając jednak do zupy… Gdy warzywa na patelni pokryją się już warstwą oliwy, dodać białą fasolę z puszki oraz pomidory, najlepiej bez skórki i w kawałkach. Całość dokładnie połączyć i wymieszać. Teraz, w zależności od obranej drogi albo dodać wywar do garnka, albo zawartość patelni wrzucić do gorącego bulionu i gotować pod przykryciem około 15-20 minut.

W moim przypadku zawartość patelni wylądowała w garnku pełnym bulionu drobiowo-warzywnego. Mam nadzieję, że pamiętacie nasze wspólne rozważania o tym, jak ugotować zdrowy i smaczny rosół, bez dodatków glutaminianu sodu itp.? Jeżeli nie, zapraszam Was do zapoznania się z moimi przepisami na zupy, gdzie takie rady na pewno znajdziecie ;) (ale, żeby nie było, że jestem taka mądra, wszystkie wypytałam i wypatrzyłam u starszych koleżanek, ich mam, cioć i babć… ;)

Nigdy nie należy zaniedbywać przypraw, ale radzę też w doprawianiu nie przesadzać. Dziś zupa wyszła mi taka ‘akuratna’ dlatego sama nie wiem czy to szczęście, czy już nowa umiejętność. Dodałam dwie łyżki stołowe soli, a na każdą łyżkę, przypadła łyżeczka cukru, by zupa nie była za kwaśna. Sypnęłam całkiem sporo bazylii, oregano, natki pietruszki, majeranku i tymianku. Warzywa przyprawiłam dosłownie szczyptą pieprzu cayenne, co dało zupie lekki, przyjemny pieprzny smak. Myślę, że dzisiejszy przepis to mój powód do dumy, ponieważ nauczyłam się przyprawiać i wyczekiwać na efekt… ;) Zupa gotowa, życzę Wam smacznej soboty, obfitującej w miłe sytuacje. Długo zbierałam się w sobie, by opublikować ten przepis, aby był perfekcyjny.